marzę i tworzę, z myśleniem nieco gorzej
Miałam napisany już cały post i zamiast kliknąć "zrzut ekranu" kliknęłam "uruchom ponownie". Niech mnie ktoś zabije.
A nie.
Ja już jestem Martwa, nevermind.
Zacznijmy więc jeszcze raz.
Jest taki cudowny program - Odyseja Umysłu, w który zaangażowana jestem co roku. Angażuję w niego nie tylko dużo siły fizycznej (noszenie krzeseł i ławek z miejsca na miejsce), umiejętności logistycznych ("gdzie do cholery jest w tym roku konkurs i jak tam dojechać?!!") ale też mnóstwo emocji i innych takich bardziej "psychicznych" czynników. Taki już los Szeryfa.
Jak na osobę z ekstrawersją lvl. 2/10 (czyli baaaardzo poniżej normy) przystało, jest to dla mnie straszliwie męczące. W zeszłym roku po FO byłam tak wykończona psychicznie, że przez trzy dni unikałam wszelkich kontaktów z ludźmi - musiałam odreagować.
Ale mimo tego uważam, że Odyseja to najfajniejsza rzecz, jaka mnie spotkała.
Jak na poważne wydarzenie przystało, Odyseja ma swoje gadżety: koszulko, kubki, długopisy, pinsy (one są chyba najlepsze), smycze, biżuterię... można tak wymieniać i wymieniać. Od mojej pierwszej Odysei jest ze mną naszyjnik, taki bardzo prosty: kółko na rzemyku.
Tylko ostatnio rzemyk się zerwał.
Nie żeby był to dla mnie jakiś problem (ani długoterminowy ani spontaniczny 😅). To bardziej była okazja do spróbowania czegoś totalnie nowego. Dlatego teraz mam bransoletkę!
Jakbyście chcieli mnie spotkać na konkursie, to będę gdzieś w czerwonej koszulce (i pewnie jeansowej kamizelce z pinsami) na Gdańskich Eliminacjach Regionalnych w połowie marca, oraz na Finale Ogólnopolskim w Gdyni jakoś na początku kwietnia.
Marzcie, myślcie i twórzcie!
M.


Komentarze
Prześlij komentarz