Czy warto było szaleć tak?
No jasne że warto.
Mega długo się zbierałam do tego konkretnego projektu. Na samym początku, kiedy tylko o nim pomyślałam, równocześnie w mojej głowie zakiełkowała myśl "jesteś nienormalna". Ale obok była też ta druga, która mówiła "dajesz,to świetny pomysł". I tak obie sobie rosły, rosły i rosły, aż w końcu zrobiłam projekt. Przeliczyłam pixele na realne wymiary. I złapałam się za głowę, kiedy dotarło do mnie jakie to jest wielkie.
Bransoletkę odrzuciłam od razu, ale pomyślałam durnostojce. Tę myśl jednak odrzuciłam, robiąc porządek i reorganizując ułożenie naszywek na moim plecaku. Zanim wyjechałam w sierpniu na obóz, już byłam zdeterminowana do porwania się z motyką na słońce i spędzenia niezliczonej ilości godzin na mozolnej pracy, której efekt nie był pewny. Nie miałam pojęcia, czy wyniknie z tego to, czego oczekiwałam i bałam się, że wszystko może pójść na marne.
Mega długo się zbierałam do tego konkretnego projektu. Na samym początku, kiedy tylko o nim pomyślałam, równocześnie w mojej głowie zakiełkowała myśl "jesteś nienormalna". Ale obok była też ta druga, która mówiła "dajesz,to świetny pomysł". I tak obie sobie rosły, rosły i rosły, aż w końcu zrobiłam projekt. Przeliczyłam pixele na realne wymiary. I złapałam się za głowę, kiedy dotarło do mnie jakie to jest wielkie.
Bransoletkę odrzuciłam od razu, ale pomyślałam durnostojce. Tę myśl jednak odrzuciłam, robiąc porządek i reorganizując ułożenie naszywek na moim plecaku. Zanim wyjechałam w sierpniu na obóz, już byłam zdeterminowana do porwania się z motyką na słońce i spędzenia niezliczonej ilości godzin na mozolnej pracy, której efekt nie był pewny. Nie miałam pojęcia, czy wyniknie z tego to, czego oczekiwałam i bałam się, że wszystko może pójść na marne.
Potem wyjechałam na obóz, minęły wakacje, rzuciłam się w wir szkolnych obowiązków, a zaczęta naszywa leżała sobie w kącie, i nawet nie miała jak spojrzeć na mnie oceniającym wzrokiem, bo jeszcze nie miała oczu.
Przyszedł październik, stwierdziłam "chrzanić wszystko, skończę to". Jak pomyślałam tak zrobiłam i resztę soboty spędziłam z muliną przed twarzą. Obejrzałam jeszcze "Mam Talent", bo zawsze oglądam, potem znalazłam "Skyfall" na jakimś kanale i tak się przeciągnęło do nocy.
Chciałam skończyć do marca, miałam jechać na koncert, ale wiecie - corona happened. Koncert przełożony na czerwiec. W czerwcu przełożony na październik, więc wychodzi na to że znowu mamy wakacje, a post leży w wersjach roboczych od roku. Koniec zbliża się wielkimi krokami, tu mam 88/150 rzędów zrobione.
Wcześniej też dokumentowałam postęp, ale gdzieś mi się zdjęcia zapodziały...
W każdym razie - niesamowicie bolą mnie palce, w końcu plotłam ponad 4 godziny bez przerwy, ale efekt będzie wart tego bólu.
Na dniach dokończę!
M.


Komentarze
Prześlij komentarz